Energetyka obywatelska: konieczność, nie utopia

PLSE przeprowadziła seminarium o społecznościach energetycznych jako narzędziu transformacji gospodarczej i obywatelskiej. Zapraszamy do zapoznania się z relacją i obejrzenia nagrania.

Polska Sieć Ekonomii we współpracy z fundacją Fairtrade Polska prowadzi projekt edukacyjny „Zielony plan rolno-przemysłowy”, w ramach którego PLSE organizuje seminaria, webinaria i Wikimaraton poświęcone przejściu do gospodarki zeroemisyjnej w pogłębionym podejściu: prospołecnzym i partycypacyjnym. Drugie seminarium z cyklu odbyło się na pod koniec marca na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Jego tematem były społeczności i spółdzielnie energetyczne — oraz pytanie, czy energetyka obywatelska to poważna alternatywa dla obecnego systemu, czy jedynie idealizm i marzycielstwo.

Gdy trzy lata temu biorący udział w seminarium Krzysztof Solarz, dyrektor inkubatora przedsiębiorczości gminy Kamienna Góra, zakładał pierwszy plik roboczy dotyczący spółdzielni energetycznej w swojej miejscowości, nazwał go po prostu: „utopia”. Rok później powiedziałby już: alternatywa. Dziś mówi — konieczność. Co zatem w międzyczasie zaszło, że dyskusja o energetyce obywatelskiej w Polsce i Europie wchodzi w nowy etap, nacechowany większą odwagą i determinacją?

Społeczności energetyczne – czyli co?

Społeczności energetyczne to podmioty zrzeszające obywateli, gminy, samorządy, przedsiębiorców i różnego rodzaju instytucje, które wspólnie produkują energię na własne potrzeby, dystrybuują ją, i wymieniają się nią między sobą. Często prowadzą też edukację energetyczną. Jednym z rodzajów takich społeczności jest spółdzielnia, która posiada własną osobowość prawną, statut i stanowi najbardziej demokratyczną formę współpracy członkiń i członków społeczności. Spółdzielczość energetyczna to jeden z wielu dobrych powodów, by zacząć przezwyciężać niekorzystne i niesprawiedliwe skojarzenia ze słowem spółdzielnia, oddziedziczone po PRL.

Idea spółdzielni jest więc w istocie prosta — a jednak w praktyce natrafia na zaskakująco wiele barier, chociaż niesie niekwestionowane korzyści. Tematykę tych barier przybliżyła podczas seminarium dr Magdalena Rozwadowska, wskazując na wyniki badań prowadzonych wspólnie z prof. Bożeną Ryszawską i prof. Piotrem Szymańskim w sześciu krajach Unii Europejskiej. Ich wniosek: przeszkody napotykane przez wspólnoty energetyczne są znacznie liczniejsze i bardziej zróżnicowane niż tylko te ekonomiczne i finansowe — obejmują też bariery prawne, organizacyjne, techniczne, społeczne i kulturowe. W tle jednak kryje się głębsza, systemowa przyczyna: neoliberalny model gospodarczy strukturalnie nie sprzyja logice wspólnotowości. Energia jest w nim tylko towarem, a traktowanie jej jako dobra wspólnego wymaga zmiany myślenia na poziomie fundamentalnym.

Konieczność, nie fanaberia

Uczestnicząca w dyskusji prof. Bożena Ryszawska, badaczka tematów energetycznych i współautorka projektów poświęconych wspólnotom energetycznym, odpowiadając na pytanie o sens energetyki obywatelskiej, nie miała wątpliwości: to nie fantazja pięknoduchów i nie tylko alternatywa, lecz wymóg czasu. Wstrząsy geopolityczne, przełomy technologiczne i kryzys klimatyczny razem wzięte coraz silniej skłaniają do rozwijania obywatelskich społeczności energetycznych, ponieważ system oparty na wielkich producentach, rozciągniętych łańcuchach wartości i ślepej logice zysku wyczerpuje się i staje się coraz bardziej rozchwiany.

Prof. Piotr Szymański dodał do tego szerszy obraz: rynek sam z siebie nie poradzi sobie z zieloną transformacją, bo chodzi o zmianę na tyle fundamentalną, że przekracza ona horyzont logiki krótkookresowego zysku. Bez aktywnego zaangażowania państwa i obywateli proces ten będzie zbyt powolny i zbyt nierówny. Transformacja energetyczna to jednocześnie transformacja obywatelska docierająca do całkowitych podstaw funkcjonowania społeczności.

Odpowiedź na problem ubóstwa energetycznego

Doświadczenie Krzysztofa Solarza to historia zmiany w sposobie myślenia o energii w społeczności lokalnej. W 2023 r. Kamienna Góra zdecydowała się założyć spółdzielnię energetyczną — jako pierwszą tego rodzaju inicjatywę na Dolnym Śląsku, przecierając szlaki w nie do końca jeszcze ukształtowanym otoczeniu prawnym. Głównym motywatorem był na początku czynnik czysto finansowy: gmina chciała wydawać mniej pieniędzy na elektryczność i ciepło systemowe, żeby więcej środków z budżetu przeznaczać na inwestycje.

Po dwóch latach funkcjonowania inicjatywy w Kamiennej Górze obraz okazał się znacznie bogatszy. Spółdzielnia stała się dla samorządu narzędziem walki z czymś, o czym mówi się zbyt rzadko: z ubóstwem energetycznym. Coraz większa część polskiego społeczeństwa ma problem z zapewnieniem środków finansowych na pokrycie kosztów energii. Możliwość zrzeszenia się mieszkańców w spółdzielnię daje im tym czasem możliwość wytwarzania i wymiany eneregii po samodzielnie ustalonych cenach. To nie wszystko: rozliczać się ze sobą mogą przy uwzględnieniu określonych celów społecznych, np. stosować istotne upusty dla wybranych wrażliwych lub wykluczonych grup. Jeśli spółdzielnia jest w stanie dostarczyć lokalnej społeczności energię w rozsądnej cenie, może zachęcić mieszkańców do zmiany przestarzałych źródeł ogrzewania na efektywniejsze. To z kolei prowadzi bezpośrednio do ograniczenia niskiej emisji i poprawy jakości powietrza.

Solarz mówił o tym wprost: „Zależy mi na tym, żeby od jesieni do wiosny móc wyjść wieczorem na spacer i przejść się po wiosce. Dziś nie mogę tego zrobić, bo obawiam się o swoje zdrowie ze względu na jakość powietrza w naszej okolicy.” To konkretna, zrozumiała dla każdego ludzka motywacja, a nie górnolotna koncepcja transformacji energetycznej jako abstrakcyjnego celu.

Gmina Kamienna Góra idzie dziś o kolejny krok dalej i planuje otworzyć spółdzielnię na mieszkańców: chce stworzyć fundusz inwestycyjny, dzięki któremu będą mogli przystąpić do niej poprzez wykup udziałów i uczestnictwo w budowie odnawialnych źródeł energii — a tym samym bezpośrednio korzystać z nadwyżek bilansowych, które spółdzielnia wypracuje.

Bezpieczeństwo bez ceny

Oprócz walki z ubóstwem energetycznym i obniżenia rachunków, spółdzielnia może się też okazać narzędziem lokalnego bezpieczeństwa — i to w sensie dosłownym. Prof. Szymański i Krzysztof Solarz zgodnie podkreślali, że wspólnota zdolna do zaspokojenia potrzeb energetycznych infrastruktury krytycznej — szpitala, wodociągów, obiektów komunikacyjnych — z lokalnych źródeł odnawialnych staje się tarczą na wypadek kryzysu, kataklizmu lub konfliktu zbrojnego. Tej wartości nie da się wycenić, ale jej znaczenie stało się szczególnie wyraźne w ostatnich latach.

Warto przy tym pamiętać, że potencjał OZE w Polsce pozostaje wciąż dramatycznie niewykorzystany. W Niemczech odnawialne źródła odpowiadają za 60% produkcji energii elektrycznej, a w Danii za ponad 90%. OZE zaś to nie tylko wiatr i słońce. Szczególnie zaniedbany jest sektor biogazowni: w Polsce działa ich kilkaset, w Niemczech — około dziesięciu tysięcy, przy porównywalnym potencjale biomasy. Biogazownie, z których spółdzielnie mogą śmiało korzystać, to też sposób na włączenie rolnictwa w obręb bardziej zrównoważonego całościowego systemu gospodarczego.

Korzyść społeczna: niewidoczna wartość

W debacie publicznej o wspólnotach energetycznych na ogół mówi się o finansach i środowisku. Mają one jednak inny wymiar, o którym mówi się zbyt mało: społeczny. W czasach, gdy oddolne inicjatywy — nawet na wsiach — mają coraz większy problem z pozyskaniem nowych członków, spółdzielnia energetyczna staje się okazją do budowania lokalnej wspólnoty wokół konkretnego, praktycznego celu. Tworzy komórkę społeczną, która integruje się, by razem rozwiązać realny problem. Nieprzypadkowo prof. Szymański mówił o sobie jako o „aktywiście naukowym” — od teorii przeszedł do aktywnego wspierania nowych wspólnot energetycznych na Dolnym Śląsku.

Transformacja z mieszkańcami i dla mieszkańców

Ważnym wątkiem wrocławskiego seminarium była też polska specyfika prawna. Spośród dostępnych form obywatelskich społeczności energetycznych jedynie spółdzielnie energetyczne funkcjonują dziś skutecznie, dysponując kompletnymi mechanizmami generującymi realne korzyści dla członkiń i członków. Klastry energii, mimo że zarejestrowanych jest ich już ponad tysiąc, w praktyce prawie nie działają — brakuje im przepisów, które przekładałyby uczestnictwo na konkretne oszczędności czy wpływy. To ważna wskazówka dla wszystkich samorządów i społeczności, które chcą zaangażować się w transformację energetyczną: forma prawna ma znaczenie.

Tymczasem nad spółdzielniami wiszą inengo rodzaju zagrożenia. Jednym z nich jest tzw. corporate capture, czyli zjawisko tworzenia praktycznie fikcyjnych spółdzielni, które służą wyłącznie prywatnym firmom do osiągania zysku – przy jednoczesnym wsparciu z publicznych programów wsparcia. Zarejestrowanych spółdzielni jest już kilkaset, poddczas gdy dwa lata temu było ich kilkadziesiąt. Niestety duża część z nich to „wydmuszki”. Tego typu proceder, polegający na korzystaniu z luk prawnych, stwarza ryzyko zaprzepaszczenia wyjątkowej szansy, jaką dziś daje spółdzielczość.

Podstawowe pytanie zatem nie brzmi już „czy” dokonać transformacji energetycznej, lecz „jak” i „z kim”. Odpowiedź, którą proponują badaczki i praktycy z Dolnego Śląska, brzmi: z mieszkańcami i dla mieszkańców. Wspólnoty energetyczne — jeśli usuniemy systemowe bariery, które je hamują — mogą być narzędziem nie tylko tańszej i czystszej energii, ale też walki z ubóstwem energetycznym, poprawy jakości powietrza i odnowy lokalnych więzi społecznych.

Utopia? Może kiedyś. Dziś — konieczność.

Projekt „Zielony plan rolno-przemysłowy” Polskiej Sieci Ekonomii powstał w ramach projektu NOPLANETB, który realizuje Fundacja Fairtrade Polska. Projekt dofinansowany jest ze środków Unii Europejskiej. Za treść odpowiada Polska Sieć Ekonomii, a wyrażone poglądy niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej.

Podobne wpisy