Zielona transformacja to ogrom pracy – tylko czyjej?
PLSE przeprowadziła seminarium o znaczeniu pracy reprodukcyjnej dla transformacji energetycznej. Zapraszamy do zapoznania się z relacją.
Pod koniec 2025 r. Polska Sieć Ekonomii we współpracy z fundacją Fairtrade Polska uruchomiła nowy program edukacyjny „Zielony plan rolno-przemysłowy”, w ramach którego PLSE przeprowadzi seminaria, webinaria i Wikimaraton, mające na celu przekazanie naukowej i eksperckiej – również praktycznej – wiedzy na temat przejścia do gospodarki zeroemisyjnej. Transformacja wchodzi w etap pełen wybojów, dlatego „Zielony plan…” stanie się okazją do tchnięcia nowego – bardziej społecznego – ducha w ten trudny proces, by pomóc młodym osobom w zrozumieniu go przez pryzmat mozaiki interesów leżącej u podstaw transformacji i odnalezieniu w niej miejsca dla siebie samych.
Program obejmuje m.in. cykl seminariów naukowo-studenckich, z których pierwsze odbyło się w grudniu 2025 r. na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Poświęcone było ono temu, co zazwyczaj pozostaje niewidoczne w debatach o transformacji energetycznej – pracy reprodukcyjnej, wykonywanej głównie przez kobiety, która ma istotne przełożenie na całokształt stosunków gospodarczych. Spotkanie zatytuowane „Jak sprawić, by zielona transformacja była kobietą?”, moderowany przez Michała Możdżenia z PLSE, zgromadził ekonomistki feministyczne, przedsiębiorczynię społeczną i matkę wieloosobowej rodziny. Ich różne perspektywy pozwoliły naświetlić problem, który wymyka się standardowym analizom ekonomicznym.
Niewidoczny fundament gospodarki
Punkt wyjścia dyskusji stanowiła wydana niedawno po polsku książka Susan Ferguson pt. „Kobiety i praca. Feminizm, zatrudnieni i reprodukcja społeczna”. Anna Zachorowska-Mazurkiewicz, tłumaczka książki i jedna z dyskutantek, odwołując się do teorii reprodukcji społecznej Ferguson, wskazała na fundamentalny problem: praca reprodukcyjna – odpłatna i nieodpłatna – jest podstawą funkcjonowania gospodarki i pełni bardzo istotną rolę w jej ekologicznym zrównoważeniu, pozostaje jednocześnie niepoliczalna i przez to nadmiernie eksploatowana, podobnie jak natura.
Badania UNDP pokazują, że kobiety wykonują 53% całej pracy na świecie, ale 75% tej pracy pozostaje bez wynagrodzenia. W systemie, który wymaga od nas płacenia za niezbędne produkty i usługi, ta praca nieodpłatna kobiet jest uwarunkowana systemowo – żeby dobrze ją wykonywać, ktoś z gospodastwa domowego musi mieć dochód. Jednocześnie dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego pokazują, że kobiety kilkukrotnie rzadziej pracują w sektorach zanieczyszczających, a w krajach z wyższą równością płci polityki transformacyjne są skuteczniejsze. A to właśnie kobiece gospodarstwa domowe częściej dotyka ubóstwo energetyczne. Ta paradoksalna sytuacja wymaga wyjaśnienia.
Zofia Łapniewska, ekonomistka z Uniwersytetu Jagiellońskiego wprowadziła do dyskusji perspektywę „metabolizmu społecznego”: każdy i każda z nas potrzebuje materii i energii do funkcjonowania, zarówno w pracy produkcyjnej, jak i w czasie wypoczynku. Paradoksalnie, mimo rozwoju technologicznego, czas pracy nieodpłatnej w Polsce stale rośnie – zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn. Skłania to do niepokojącego wniosku, że transformacja energetyczna robiona „na żywioł”, w sposób nieplanowy, przyjmująca głównie postać rynkowej działalności przedsiębiorstw, może jeszcze bardziej zwiększyć obciążenie pracą nieodpłatną.
Różne twarze transformacji
Panelistki analizowały również, jak zielona transformacja wygląda z perspektywy życia codziennego. Maria Kędzierska opisała praktyki wielodzietnej rodziny prowadzącej edukację domową – wielorazowość, niemarnowanie, lokalne kooperatywy wymiany umiejętności i opieki. To, co nasi przodkowie robili z konieczności ekonomicznej, dziś wymaga świadomego wyboru i organizacji. Jednocześnie tej niewidocznej pracy organizacyjnej i opiekuńczej, często wykonywanej przez kobiety w ramach lokalnych wspólnot, trudno przypisać wartość rynkową – jest ona w istocie wzajemnym darem, który tworzy relacje społeczne zamiast zysków.
Alicja Kowalik z Targu Pietruszkowego w Krakowie zwróciła uwagę na inny aspekt: pracy w rolnictwie lokalnym nie da się „skrócić do czterech dni”. Np. zwierzęta gospodarskie wymagają oporządzenia i nakarmienia codziennie. Ta działalność jest zgodna z rytmem natury, nie z rytmem rynku. Co więcej, to przede wszystkim kobiety przygotowują produkty, które później – często już mężczyźni – sprzedają na targu zyskując wdzięczność i uznanie klienteli. Ta niewidoczna praca przygotowawcza nie znajduje odbicia w statystykach.
Punkty sporne
Podczas dyskusji ujawniły się też różnice między poszczególnymi panelistkami oraz między nimi a słuchaczami i słuchaczkami uczestniczącymi w seminarium, jeśli chodzi o sposób rozumienia roli istniejących instytucji, w ramach których można dokonywać zmian. Pierwsza dotyczyła wyceny pracy nieodpłatnej. Przykładowo, wycenianie tej pracy na podstawie niskich zarobków pracowników i pracowniczek wykonujących podobne czynności na rynku pracy tworzy „nieprawdziwy obraz pracy, która jest niewiele warta”. Osoby te konkurują bowiem z innymi, które oferują te same usługi za darmo – najczęściej kobietami w gospodarstwach domowych.
Drugie napięcie dotyczy roli państwa. Czy uspołecznienie opieki przez państwo (np. żłobki, przedszkola), rzeczywiście służy kobietom, czy raczej włącza je efektywniej w machinę kapitalistyczną? Czy alternatywą nie są wspólnoty i spółdzielnie działające poza rynkiem? Można uznać, że tak. Jednak problem w tym, że – jak pokazał m.in. przykład kibuców w Izraelu – pracę opiekuńczą w takich wspólnotach też najczęściej wykonują kobiety, i też pozostaje niedoceniana.
Trzecie napięcie: jak mierzyć koszty transformacji? Tutaj Zachorowska-Mazurkiewicz zaproponowała radykalną zmianę perspektywy – zamiast pytać o koszty w pieniądzu, lepiej pytać o koszty liczone w czasie. Budżety czasu ludności pozwalają wyliczyć obciążenia i sprawdzić, kto będzie poświęcał swój czas na prace, które się pojawią w wyniku transformacji.
Spowolnić, żyć lepiej
Podstawowy wniosek jest więc taki, że zielona transformacja nie jest neutralna płciowo. Poza tym, im bardziej lokalna produkcja, im więcej wytwarzamy sami „od zera”, tym lepiej dla natury – ale też tym więcej nieodpłatnej pracy w gospodarstwach domowych. Nowe technologie istotne dla równoważenia nowych systemów energetycznych – smart homes, fotowoltaika – też wymagają zarządzania, które zwiększa obciążenie.
Dyskusja na seminarium pokazała, że nie ma prostych rozwiązań. Włączenie pracy reprodukcyjnej do PKB, o które walczono od lat 70., mogłoby uczynić ją widoczną, ale też może ją zinstrumentalizować, pozbawiając wymiaru daru i budowania relacji. Przekazanie opieki państwu może uwolnić kobiety, by mogły pracować na rynku, ale czy tylko o to chodzi? Lokalne wspólnoty i kooperatywy są cenną alternatywą, ale nie powinny reprodukować podziału pracy według płci.
Najważniejszym wnioskiem jest być może to, że pytanie „jak sprawić, by zielona transformacja była kobietą?” wymaga odwrócenia hierarchii wartości. Zamiast pytać, jak włączyć kobiety w produkcję „zielonej energii”, trzeba pytać, jak zorganizować życie społeczne tak, by praca reprodukcyjna – fundamentalna dla wszelkiej gospodarki – nie była przerzucana na kobiety jako niewidoczny, nieodpłatny ciężar.
Prof. Łapniewska podsumowała to następująco: „Może powinniśmy trochę spowolnić, żyć lepiej i pozwolić, żeby transformacja zielona się dokonała”. To jednak wymaga systemowej zmiany – skrócenia czasu pracy zawodowej, redystrybucji od kapitału do ludzi, wspólnotowych rozwiązań i polityk publicznych, które traktują opiekę jak infrastrukturę krytyczną, równie ważną jak drogi czy energetyka. Transformacja energetyczna bez transformacji społecznej organizacji pracy po prostu przeniesie koszty na tych, którzy już teraz pracują za dużo za darmo. Potrzeba zatem zarówno oddolnego ruchu ma rzecz sprawiedliwej transformacji, odpowiedzialnej społecznie, jak i odważnych polityk prowadzonych na poziomie państwowym.
Projekt „Zielony plan rolno-przemysłowy” Polskiej Sieci Ekonomii powstał w ramach projektu NOPLANETB, który realizuje Fundacja Fairtrade Polska. Projekt dofinansowany jest ze środków Unii Europejskiej. Za treść odpowiada Polska Sieć Ekonomii, a wyrażone poglądy niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej.
