Żywność jako dobro strategiczne. Relacja z seminarium PLSE w Lublinie
Polska Sieć Ekonomii przeprowadziła seminarium o bezpieczeństwie żywnościowym jako warunku sprawiedliwej zielonej transformacji. Zapraszamy do zapoznania się z relacją i obejrzenia nagrania.
PLSE we współpracy z fundacją Fairtrade Polska prowadzi projekt edukacyjny „Zielony plan rolno-przemysłowy”, w ramach którego PLSE organizuje seminaria, webinaria i Wikimaraton poświęcone przejściu do gospodarki zeroemisyjnej w pogłębionym podejściu: prospołecznym i partycypacyjnym. Trzecie seminarium z cyklu odbyło się 27 kwietnia 2026 roku na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Jego tematem było bezpieczeństwo żywnościowe jako warunek sprawiedliwej zielonej transformacji — oraz pytanie, czy transformacja polskiego rolnictwa ku większej odporności i bardziej zrównoważonemu charakterowi jest możliwa bez zagrożenia dostępności żywności dla wszystkich.
Seminarium przybrało postać rozmowy, którą Dawid Błaszkiewicz z PLSE, przeprowadził z prof. Katarzyną Marzędą-Młynarską z Instytutu Stosunków Międzynarodowych UMCS — ekspertką w zakresie bezpieczeństwa żywnościowego i autorką artykułu naukowego pt. Poland and the European Union’s Farm to Fork Strategy: Controversies and Turning Points, który stał się punktem wyjścia do dyskusji. Pani profesor jest osobą łączącą perspektywę akademicką z praktyczną — sama prowadzi własne gospodarstwo rolne, co nadaje jej spostrzeżeniom szczególną wagę.
Definicje a rzeczywistość
Sama definicja bezpieczeństwa żywnościowego zaproponowana przez ONZ-owską Organizację ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) wskazuje jednocześnie kilka wymiarów: żywność musi być fizycznie dostępna (ktoś ją musi wyprodukować i dostarczyć), ekonomicznie dostępna (musi być nas na nią stać) oraz odpowiedniej jakości zdrowotnej (musi dostarczać właściwej ilości kalorii, witamin i mikroelementów).
Ważniejsza jednak od definicji jest rzeczywistość stojąca za wyzwaniem, jakim jest bezpieczeństwo żywnościowe. Pojęcie to jest dziś uwikłane w szereg paradoksów. Przykładem jest chociażby to, że o braku bezpieczeństwa żywnościowego mówimy zarówno w kontekście głodu i niedożywienia, jak i otyłości, której plaga jest dziś powodowana żywnością łatwo dostępną, ale jednocześnie niezdrową.
Istnieje też napięcie bardziej fundamentalne. Jak podkreśla prof. Marzęda-Młynarska, równoważony rozwój nie równa się automatycznie bezpieczeństwu żywnościowemu.Przejście na ekologiczne metody produkcji oznacza niestety spadek plonów, czyli zmniejsza się fizyczna dostępność żywności. A jeśli ekologiczna żywność kosztuje więcej niż konwencjonalna — traci na ekonomicznej dostępności. Zachodzi obawa, że nie wszystkich będzie stać na dobrej jakości jedzenie.
Profesor mówi wprost: tania żywność to dzisiaj żywność produkowana przemysłowo, z pomocą nawozów sztucznych i środków ochrony roślin. Osoby, które w swoim gospodarstwie nie używają chemii, wiedzą, że wymaga to ogromnych nakładów pracy fizycznej i przekłada się bezpośrednio na cenę produktu.
Nie jest to jednak argument przeciwko transformacji – raczej za jej realistycznym zaprojektowaniem, które uwzględnia interesy ekonomiczne rolników, lokalne warunki przyrodnicze i dostępność cenową żywności dla konsumentów o niższych dochodach. Poza tym lokalna produkcja żywności na małą skalę może cierpieć z powodu nadmiernej regulacji, np. wyśrubowane standardy sanitarne, choć motywowane troską o bezpieczeństwo, w praktyce zniechęcają do skracania łańcuchów dostaw i bezpośredniej sprzedaży „od rolnika do stołu” — a właśnie taka sprzedaż jest kwintesencją idei, którą Zielony Ład miał promować.
Odporność łańcuchów dostaw: lekcje z pandemii i wojny
Kluczowym wątkiem seminarium okazało się pojęcie odporności systemów żywnościowych. Pandemia COVID-19 i rosyjska agresja na Ukrainę obnażyły kruchość globalnych łańcuchów dostaw żywności. Kiedy ukraińskie zboże przestało płynąć przez porty czarnomorskie, a lockdowny utrudniły dostęp do towarów w sklepach, okazało się, że systemy zbudowane na logice efektywności i globalnej specjalizacji są wyjątkowo wrażliwe na zewnętrzne wstrząsy.
Polska jest państwem w dużej mierze samowystarczalnym żywnościowo — to dobra wiadomość. Jednak wiele krajów na świecie, których strategia żywnościowa opiera się na imporcie, staje się bezbronna w momencie zablokowania szlaków handlowych. Profesor przytoczyła przykład cieśniny Ormuz jako punktu newralgicznego globalnego systemu dystrybucji żywności. To nie jest abstrakcja — to ryzyko, które zmaterializowało się na naszych oczach.
Odpowiedzią na to ryzyko jest budowa odpornych, lokalnych systemów żywnościowych. Na przykład Finlandia prowadzi pilotażowy program przygotowania społeczności lokalnych na „1000 dni” bez sprawnych łańcuchów dostaw. Punktem wyjścia jest inwentaryzacja — kto co produkuje, gdzie są lokalni rolnicy i dostawcy, jakie są dostępne źródła żywności w najbliższym otoczeniu. Tak zbudowana mapa lokalna pozwala w sytuacji kryzysowej zastąpić supermarket bezpośrednim zaopatrzeniem z okolicznych gospodarstw. Dla porównania, w Polsce obecne zalecenia mówią o gotowości na 72 godziny — różnica jest wymowna. Widać tu, jak lokalizację można połączyć ze myśleniem strategicznym. Podobnie Norwegowie konsekwentnie inwestują w badania nad produkcją żywności w niekorzystnych warunkach klimatycznych, bo traktują samowystarczalność regionalną jako kwestię egzystencjalną, a nie luksus.
Małe gospodarstwa, spółdzielnie i siła rynkowa rolników
Rozwiązaniem optymalnym zarówno dla utrzymania bezpieczeństwa żywnościowego, jak i dla zachowania wysokiej jakości żywności, wydaje się model małych, rodzinnych gospodarstw rolnych – czyli właśnie model dominujący w Polsce. Małe gospodarstwo, produkujące na potrzeby lokalne, jest ze swej natury bliżej konsumenta, bliżej środowiska i mniej zależne od długich, wrażliwych łańcuchów dostaw.
Jednak mała skala jest problemem, jeżeli towarzyszy jej niechęć do zrzeszania się. To strukturalna słabość polskiego rolnictwa. Polscy rolnicy — w przeważającej mierze prowadzący gospodarstwa poniżej 11 hektarów — nie mają wystarczającej siły rynkowej, by bronić się przed pośrednikami dyktującymi ceny skupu. W sezonie, kiedy truskawki czy maliny dojrzewają jednocześnie w całym kraju, podaż gwałtownie rośnie, a ceny lecą w dół — zysk zbiera pośrednik.
Rozwiązaniem mogą być grupy producenckie, spółdzielnie i wspólna infrastruktura przetwórcza lub przechowalnicza. Spółdzielczość to idea bardzo stara, ciągle żywa i popularna w sektorach rolnych wielu krajów. Kluczowe jest jednak, by zrzeszanie było dobrowolne i wynikało z autentycznej potrzeby środowiska. Nie da się ukryć, że w Polsce stanowi to problem – w dużej mierze kulturowy, mentalny, związany ze stereotypizacją pojęcia spółdzielni.
Geopolityka żywności i jej sprzeczności
Debatę publiczną rozpaliła ostatnio kwestia umowy UE z krajami Mercosur oraz liberalizacji handlu z Ukrainą. Argumenty o korzyściach z liberalizacji handlu rolnego działają tylko wtedy, gdy odsunie się na bok kwestię kruchości łańcuchów dostaw — a dziś wiemy, że bywają one zagrożone. Jeśli import staje się dominującą strategią zaspokajania potrzeb żywnościowych, uzależniamy się od szlaków, które mogą zostać zablokowane.
Profesor użyła pojęcia „schizofrenii ekologicznej” na określenie paradoksu, w którym UE nakłada rygorystyczne wymogi środowiskowe na własnych rolników, jednocześnie otwierając rynek na produkty z Ameryki Łacińskiej — wytwarzane m.in. kosztem wycinki Puszczy Amazońskiej. Jeśli unijna polityka klimatyczna ma być sensowna i skuteczna, musi być spójna, czyli musi uwzględniać ślad środowiskowy całego łańcucha wartości, nie tylko europejskiej części. Chaotyczny charakter wielkich politycznych projektów osłabiają ich wiarygodność, co dobrze widać po protestach jakie wzbudził Zielony Ład z powodu swojej technokratycznej natury.
Ucierpieć na tym mogą inicjatywy zasadniczo słuszne. Przykładowo, Komisja Europejska prezentując strategię „od pola do stołu”, która ma na celu skracanie łańcuchów dostaw, nie przedstawiła rzetelnej analizy kosztów — ani gospodarczych, ani społecznych. Poza tym wiele kluczowych propozycji strategii zostało następnie przez samą Unię odrzuconych (jak przepisy ograniczające stosowanie pestycydów). I być może najpoważniejszy zarzut: strategię opracowano tak, jakby całe rolnictwo unijne było jednolite. Tymczasem klimat włoski i klimat polski to dwie zupełnie różne rzeczywistości; Polska boryka się z chroniczną suszą i pustynnieniem, czego żadna unijna regulacja nie uwzględniła.
Przede wszystkim myśleć strategicznie
Polskie rolnictwo potrzebuje dziś głównie myślenia strategicznego — nie reaktywnego dostosowywania się do unijnych wymogów, lecz przemyślanej wizji, czemu sektor rolny ma w Polsce służyć. Czy stawiamy na konsolidację i wielkie farmy przemysłowe? Czy chronimy model małych, lokalnych gospodarstw jako element bezpieczeństwa narodowego? Bez odpowiedzi na te pytania polityka rolna będzie nadal chaotyczna i nieefektywna.
Żywność — prof. Marzęda-Młynarska podkreśliła to z mocą — jest dobrem wyjątkowym. Bez samochodu, smartfonu czy nowych butów można się obejść tygodniami. Bez żywności — nie. Traktowanie jej jak zwykłego towaru podlegającego globalnej wymianie handlowej jest błędem, który w sytuacji kryzysowej może okazać się tragiczny w skutkach. Budowa odpornych, lokalnych systemów żywnościowych, opartych na małych gospodarstwach, skróconych łańcuchach dostaw i zrzeszaniu się rolników, to zdaniem profesor Marzędy-Młynarskiej nie idealizm — to pragmatyczna konieczność.
